Ten sukces dał mi siłę rozmowa z wokalistką i pianistką jazzową Małgorzatą “Margo S” Staniszewską

Miniony rok to bardzo intensywny czas w Twoim życiu.

To prawda. 4 kwietnia 2025 roku na rynku ukazał się mój debiutancki album “Ashes And Diamonds”, a to zawsze jest ważna chwila dla każdego artysty. To pewne podsumowanie mojej dotychczasowej twórczości i mam dużą satysfakcję z tego powodu. Po wielu latach pracy i starań dzięki wsparciu licznych wspaniałych muzyków i artystów, a także opiece managerki Anny Maleady oraz wydawnictwu Truth Revolution Records, udało się wydać ten krążek.

Płyta spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem.

Tak. Cieszę się, że album, który nagrałam w The Bunker Studio w Nowym Jorku na Brooklynie, zbiera bardzo dobre opinie zarówno wśród słuchaczy jak i osób z branży muzycznej, a szczególnie jazzowej. Nie ukrywam, że jego nagranie kosztowało mnie wiele trudu i wyrzeczeń, ale satysfakcja jest ogromna. W Polsce recenzje ukazały się między innymi w marcowym wydaniu magazynu Jazz Forum, a w Stanach chociażby w Jazz Weekly Magazine. Krążek osiągalny jest na wielu platformach streamingowych i w sklepach internetowych na całym świecie. W ten sposób płytę można kupić w Anglii, Belgii, Turcji, czy też we Włoszech i Japonii. Dostaję również informacje, że wytwórnia Truth Revolution Records jest zadowolona i płyta dobrze się sprzedaje. Utwory z płyty “Ashes and Diamonds” pojawiły się również w wielu polskich rozgłośniach, między innymi w Programie Drugim Polskiego Radia, Radiu Rzeszów i RMF FM.

Jakie utwory znalazły się na albumie?

Na płycie znalazło się 9 autorskich utworów, z moją muzyką i tekstami. Dodatkowo są tam również dwa standardy jazzowe „Don’t Explain” i „Stormy Weather” oraz utwór Stana Borysa do słów Cypriana Kamila Norwida pod tytułem „Coraz to z ciebie jako z drzazgi smolnej”, który zaaranżowałam w stylu jazzowym. To jedyna piosenka z polskimi słowami na całej płycie. Ten sam utwór zaśpiewałam na płycie również po angielsku i nosi on tytuł “Ashes i Diamonds”. Jest to jednocześnie nazwa całego albumu.

Największy sukces związany z płytą “Ashes And Diamonds” to nominacja, a później zwycięstwo w kategorii Best Jazz Album przyznane przez The World Entertainment Awards w lutym tego roku. Osobiście poleciałaś do Kalifornii odebrać tę prestiżową nagrodę.

Tak. Rozdanie nagród odbyło się 31 stycznia w Hollywood i nie mogło mnie tam zabraknąć. Ceremonia miała miejsce w znanym klubie rockowym Whiskey a Go Go przy Sunset Blvd. Uroczystą Galę zorganizowano zaledwie dzień przed rozdaniem nagród Grammy i pojawiło się na niej kilkaset osób z całego świata i wielu znanych ludzi z branży, w tym także artyści, którzy w tym roku byli nominowani do Grammy Awards. Dla mnie znalezienie się w tym miejscu było spełnieniem wielu marzeń i ta nagroda jest dla mnie synonimem zwycięstwa nad wszelkimi przeciwnościami losu, z jakimi musiałam się mierzyć do tej pory na swojej muzycznej drodze. Ten sukces dał mi siłę i motywację do dalszego tworzenia nowych dźwięków i kompozycji jazzowych. Dzięki temu zwycięstwu moją płytą zainteresowały się media w Polsce, gdyż wiadomość o zdobyciu nagrody podała Polska Agencja Prasowa. Należna przy tym cześć i chwała została oddana genialnemu Stanowi Borysowi, którego muzyka i twórczość jest wybitna i ponadczasowa.

Stan Borys to ważna osoba i artysta w Twoim życiu.

Tak i bardzo wiele mu zawdzięczam. Twórczość i muzyczne dokonania Stana Borysa są dla mnie i dla wielu osób imponujące, a zarazem inspirujące. Ze Stanem i jego partnerką Anią Maleady poznałam się już parę ładnych lat temu pracując nad koncertem świątecznym, projektem muzycznym, który zainicjował Konsul Generalny RP w Nowym Jorku Adrian Kubicki. Później wspólnie z Anną Maleady realizowaliśmy koncerty charytatywne dla Polonii z udziałem dzieci i młodzieży. Koncerty te miały na celu promowanie twórczości polskich poetów i rozpowszechnianie wiedzy o twórczości Stana Borysa. Ania Maleady jest stałym pomysłodawcą koncertów i wydarzeń z udziałem tego legendarnego polskiego wokalisty. Stan jest wspaniałym kompozytorem i poetą o bardzo dużej wrażliwości jak również ma duże wyczucie muzyczne. W związku z całą współpracą i wieloletnią przyjaźnią chciałabym podziękować zarówno Stanowi jak i Ani, za ogromne wsparcie i opiekę nad projektem płyty. Kiedy kilka lat temu po występie w Centrum Polsko – Słowiańskim z wielokrotnie nagradzanym pianistą jazzowym Dawidem Kikoskim, zamierzałam poprosić obecnego na miejscu Stana Borysa o możliwość nagrania jego utworu „Coraz to z ciebie jako z drzazgi smolnej”, to właśnie Ania zasugerowała, żebym w ogóle nagrała cały album. A Stan nie dość, że zgodził się, aby na płycie znalazł się ważny utwór z jego repertuaru, to jeszcze zaproponował, aby cały album nosił nazwę “Ashes i Diamonds”. Jego głos pojawia się na płycie w polskiej wersji tego utworu, kiedy właśnie recytuje fragment wiersza Norwida. Nie ukrywam, że to wielki zaszczyt współpracować z tak wybitnym artystą, a ta płyta zmieniła moje życie.

Do nagrania swojej płyty zaprosiłaś naprawdę znane nazwiska.

Tak. Oprócz wspomnianego genialnego Stana Borysa w nagraniach uczestniczyli jedni z najlepszych muzyków na scenie nowojorskiej, między innymi znakomity pianista jazzowy posiadający nominacje do Grammy za album “Birds of a feather” David Kikoski, jeden z najlepszych saksofonistów młodego pokolenia Stacy Dillard oraz gitarzysta Leandro Pellegrino, który otrzymał Grammy za album “Beautiful Life” z Dianne Reeves. Skład uzupełnili kontrabasista Ricky Rodriguez, który gra z Lennym Whitem oraz występuje w programie Saturday Night Live, a także perkusista David Hawkins. Na płycie pojawił się również kontrabasista Stefano Battaglia. Wspomniane dwa standardy jazzowe nagrałam z udziałem Spika Wilnera, znakomitego pianisty i właściciela nowojorskich klubów jazzowych Smalls i Mezzrow.

Po wydaniu płyty rozpoczęłaś również jej promocję w mediach i podczas koncertów.

Tak, w ciągu ostatnich miesięcy udzieliłam wielu wywiadów, a także zagrałam koncerty w Polsce, we Włoszech i tutaj w Stanach. Między innymi w czerwcu 2025 roku miałam wywiad i koncert w Bronx Network TV. Dla mnie pod względem występów nic się nie zmieniło. Zawsze kontakt z żywą publicznością był dla mnie najważniejszy. Teraz jednak tych koncertów jest więcej, ludzi na nich również, a i mój repertuar także jest znacznie bogatszy. Czuję się też pewniej jako wokalistka jazzowa.

Ciężko na to pracowałaś. Wydanie płyty nie było jedynym Twoim zeszłorocznym sukcesem.

To prawda. Wcześniej zostałam laureatką Grammy’ 25 za skomponowanie i nagranie chórków do piosenki “Polvora De Ayer” znanego rapera Residente, która pojawiła się na albumie “Las Letras Ya No Importan”. Krążek ten otrzymał nagrodę Grammy za najlepszy album w kategorii “Musica Urbana.

Jak do tego w ogóle doszło, że zainteresowałaś się w życiu muzyką?

Byłam na tyle mała, że sama tego nie pamiętam. Podobno jak już miałam kilkanaście miesięcy to śpiewałam w drodze do żłobka. Tak przynajmniej mówiła moja mama. Odkąd sięgam pamięcią to zawsze wiedziałam, że bardzo chcę śpiewać. Będąc nieco starsza wymogłam więc na rodzicach, aby zapisali mnie do szkoły muzycznej, chociaż oni sami nie za bardzo chcieli. U nas w domu po prostu nie było tradycji muzycznej stąd zapewne ich opór. Podstawową szkołę muzyczną ukończyłam w rodzinnym Jarosławiu, a następnie poszłam na wydział wokalny do średniej szkoły muzycznej w Rzeszowie. Kolejnym ważnym etapem były studia w Poznaniu, gdzie moim nauczycielem była niesamowita profesor Jadwiga Gałęska – Tritt. Praca z tym pedagogiem bardzo mnie rozwinęła wokalnie, otworzyła i tak naprawdę przygotowała do późniejszych występów scenicznych.

Przed przyjazdem do Stanów Twój kontakt z muzyką jazzową był sporadyczny.

Tak. W liceum, jak i później zajmowałam się muzyką poważną, operową. Mieliśmy co miesiąc koncerty. Śpiewałam solo czy też z chórem jak chociażby mszę Missa pro Pace Feliksa Nowowiejskiego w Filharmonii Narodowej. Wiele również nagrywałam. Między innymi partie solowe na płytę ze znaną niemiecką sopranistką Ingrid Kremling mająca za sobą występy w Metropolitan Opera czy La Scali. Udzielałam się także w chórze operowym w Poznaniu, gdzie z operą Borys Godunow Modesta Musorgskiego występowaliśmy między innymi w Luksemburgu. Wykształcona więc zostałam klasycznie, ale muzyka poważna nigdy tak naprawdę do końca mnie nie kręciła. Nawet moja profesorka nazywała mnie żartobliwie bigbitówką, że niby wykraczam poza schematy związane z muzyką klasyczną.

Kiedy skierowałaś się w stronę jazzu?

Przełomem okazała się biografia Milesa Davisa, która dość przypadkowo wpadła mi w ręce. Mogłabym rzec, że po tej lekturze cały mój mózg przestawił się niejako na inne tory, na jazzowe. I zaważyło to na całym moim życiu, na tym co robię i gdzie jestem obecnie. Dość szybko podjęłam bowiem decyzję, że chcę śpiewać jazz i to w Ameryce, czyli tam, gdzie się narodził. Kiedy poszłam po wizę do konsulatu USA w Krakowie i konsul spytał się o powód wyjazdu, to powiedziałam, że jadę odwiedzić kluby jazzowe. Konsul spytał się więc jakiego znam saksofonistę jazzowego. Odpowiedziałam, że John’a Coltrane’a, ale moim ulubionym jazzmanem jest jednak twórca cool jazzu Miles Davis. Wizę dostałam od ręki i w kwietniu 2002 roku znalazłam się w Nowym Jorku.

Nie od razu jednak Twoja kariera w Ameryce nabrała odpowiedniego tempa.

Tak. Byłam organistką między innymi w kościołach Św. Stanisława Kostki na Greenpoincie, Św. Róży z Limy na Brooklynie czy też Our Lady of Mt. Carmel na Harlemie. W międzyczasie wróciłam także do śpiewania operowego i przez kilka lat udzielałam się wokalnie w New York Lyric Opera. Dzięki temu miałam okazję wystąpić w Carnegie Hall, Lincoln Center czy Symphony Space. Śpiewałam między innymi w takich operach jak L’incoronazionedi Poppea Claudia Monteverdiego, Siostra Angelica Pucciniego, czy też Walkiria Wagnera. Był to wspaniały okres w moim życiu, ale ciągle nie miało to nic wspólnego z jazzem. A ja po to przecież przyjechałam do Nowego Jorku, aby śpiewać jazz. To miałam w sercu i nic innego nie było aż tak ważne.

Kiedy pojawiła się taka możliwość?

To był proces. Przez cały czas bywałam w klubach jazzowych i poznałam wielu jazzowych muzyków. Jedną z najważniejszych postaci stał się dla mnie pianista i kompozytor Dario Boente, zdobywca Latin Grammy. Dario zaczął mnie uczyć już typowego, jazzowego grania. Ja płynnie gram na pianinie więc swoją prawdziwą przygodę z jazzem zaczęłam właśnie od nauki jazzowego stylu na tym instrumencie. W 2012 zamieszkałam w budynku na East Harlem, gdzie jak się okazuje rezydowało i ciągle rezyduje kilku muzyków i malarzy. To również bardzo mi pomogło. Zaczęłam brać lekcje wokalu u znakomitego Theo Blackmanna. To wspaniały wokalista jazzowy i uznany pedagog w Manhattan School of Music. W tym czasie regularnie także brałam udział w Jim Caruso’s Cast Party, jam sessions organizowanych w każdy poniedziałek w legendarnym klubie Birdland, gdzie wkrótce zaczęłam udzielać się jako wokalistka. Stałam się tam dość znana. W pewnym momencie pojawiła się możliwość występów na żywo w klubach i restauracjach. To sprawiło, że zaczęłam rozglądać się za muzykami do współpracy. I tak ostatecznie powstał mój zespół Margo’s Ensemble.

W swojej twórczości zawsze odważnie stawiałaś na własne kompozycje.

Tak. Myślę, że zaczęło się to bardzo wcześniej. Już mając niespełna 10 lat odtwarzałam na pianinie ze słuchu muzykę, którą usłyszałam w bajkach. Szybko zaczęłam dodawać coś od siebie i układać również swoje dźwięki. Właściwie spędzałam przy pianinie 4 – 5 godzin dziennie grając głównie ze słuchu i komponując. Chęć do wielogodzinnych ćwiczeń zresztą pozostała mi do dzisiaj, a jazz wymaga ciągłego samodoskonalenia się. Ćwiczę więc godzinami sama i z nauczycielami. Koncertując jako Margo’s Ensemble gramy oczywiście wiele standardów jazzowych, ale też wykonujemy moje kompozycje. Myślę, że jako twórca czułabym się niespełniona, jeśli pozostałabym jedynie przy graniu i interpretacji standardów.

Kiedy więc planujesz wydanie kolejnej płyty?

To ciągle melodia przyszłości, ale rzeczywiście już o tym myślę. Nie wiem jeszcze co na niej ostatecznie się znajdzie, gdyż na razie mam dwie koncepcje. Albo będzie to msza, którą kiedyś napisałam na organy i zespół jazzowy, albo też na krążku znajdą się moje interpretacje utworów Duka Ellingtona, którego muzykę i kompozycje uwielbiam.

W trakcie PrzedMajówki, która odbędzie się w Centrum Polsko – Słowiańskim w sobotę 18 kwietnia zaśpiewasz tylko jeden utwór. Jednak będzie to wyjątkowa kompozycja, gdyż “Jaskółka uwięziona” z repertuaru Stana Borysa, to jeden z niezwykle wymagających utworów dla wokalisty.

W ten sposób dziękuję Stanowi Borysowi za pomoc i wieloletnie wsparcie, ale też słuchacze będą mieli dość rzadką okazję, aby usłyszeć to muzyczne arcydzieło na żywo. Dodam też, że ja zawsze bardzo chętnie występuję w Centrum, które jest dla mnie miejscem absolutnie wyjątkowym i mam wiele wspaniałych wspomnień z nim związanych. Powinniśmy doceniać fakt, że takie miejsce istnieje i z powodzeniem funkcjonuje na kulturalnej mapie Polonii.

Rozmawiał Marcin Żurawicz