Lubię prowadzić spotkania z Anną Frajlich, ponieważ mogę podczas nich poznać nie tylko miłośników jej poezji, ale także osoby zainteresowane jej niezwykłym życiem i równie niezwykłą osobowością. Przychodzi na nie wrażliwa literacko publiczność, uważnie słuchająca naszych rozmów, wybranych przez nas wierszy i zadająca istotne pytania. Taka też była publiczność podczas spotkania, które odbyło się 5 marca br. w siedzibie „Kuriera Plus” w Centrum Polsko-Słowiańskim. Nie musiałem robić wykładu o twórczości poetki, bo słuchacze dobrze ją znali. I z osobistej lektury, i z poprzednich spotkań. Mogłem się zatem skupić na omówieniu niezwykłej książki „Szklany sufit języka”, powstałej z trzynastu rozmów, które przeprowadził z nią znakomity literaturoznawca Sławomir Jacek Żurek. Z jego pytań i z odpowiedzi Anny zrodził się świetny wywiad-rzeka, który stał się jednocześnie opowieścią biograficzną obejmującą nie tylko dzieje głównej bohaterki, ale także jej męża i rodziny, zmuszonej do wyjazdu z Polski po Wydarzeniach Marcowych w 1968 roku. W tejże powieści widzimy Annę jako poetkę, eseistkę, publicystkę i wykładowczynię języka i literatury polskiej oraz dzielną kobietę, córkę, żonę i matkę. Widzimy też człowieka pełnego zrozumienia i empatii dla innych ludzi. Poznajemy również jej przyjaźnie naukowe i poetyckie. Oprócz warstwy informacyjnej, wartością książki są wiersze dopełniające wypowiedzi, zdjęcia je ilustrujące, układające się w cykl chronologiczny oraz rozbudowane przypisy Elżbiety Marii Żurek dające maksimum informacji o występujących w książce ludziach, poruszanych faktach i zagadnieniach. Podczas autorskich spotkań z Anią dobrze nam się ze sobą rozmawia, jak przystało na rozmowy polonistki z polonistą, wykładowczyni z wykładowcą i humanistki z humanistą. Przeplatamy je czytaniem wierszy, przez które oboje chcemy się wypowiedzieć lub na coś zwrócić uwagę. Podczas ostatniego spotkania niespodziewaną atrakcją okazały się piosenki skomponowane do utworów Ani śpiewane przez tajemniczych wykonawców. I tekst, i muzyka były tak piękne, że chciało się ich słuchać i słuchać. Przy kilku z nich udało nam się rozkołysać słuchaczy. Niektóre nawet sam nuciłem nic a nic nie fałszując.
Andrzej Józef Dąbrowski
Zdjęcia Zosia Zeleska-Bobrowski

