Rozmowa z wokalistką jazzową Bogną W. Kicińską

Jazz nie jest jednoznaczny

Kiedy muzyka pojawiła się w Twoim życiu?

Już w dzieciństwie. Moja mama była nauczycielką tańca, a tata dyrektorem domu kultury w moim rodzinnym mieście Krasnymstawie. Od małego więc zabierali mnie na rozmaite koncerty i muzyczne imprezy. Wiem, że rodzice sami marzyli o grze na instrumentach, ale niestety nie mieli możliwości nauki. Tata długo zabiegał o otwarcie szkoły muzycznej w naszym mieście i kiedy tak się stało, posłali do niej mnie i moją siostrę. Siostra zakończyła edukacje muzyczną na tym etapie, a ja po ukończeniu drugiego stopnia postanowiłam rozwijać się dalej.

Dlaczego jazz i śpiew?

Moim pierwszym instrumentem były skrzypce, a drugim fortepian. Najpierw zainteresowałam się jazzem, gdyż w szkole muzycznej funkcjonował big band jazzowy prowadzony przez nauczyciela trąbki, który sam był muzykiem jazzowym. Usłyszał mnie gdzieś jak śpiewam i zaprosił do współpracy. Bardzo spodobało mi się śpiewanie jazzu i w wieku 16 lat pojechałam na warsztaty jazzowe do Puław. Byłam tam zresztą dwukrotnie. W Puławach był świetny, muzyczny klimat i fantastyczni ludzie. Wtedy ostatecznie przekonałam się, że śpiewanie jazzu jest tym, co chcę w życiu robić. Dalsza moja edukacja była już ukierunkowana świadomie w tę stronę. Ukończyłam Wydział Jazzu przy Akademii Muzycznej w Katowicach, gdzie otrzymałam tytuł magistra oraz Studium Jazzu przy Bednarskiej w Warszawie. Obie placówki miały wspaniałych pedagogów, ale też duży wpływ na mój muzyczny rozwój miały warszawskie koncerty i jamy, w których uczestniczyłam prawie codziennie.

Jednak pewnie nie w takim stopniu tak jak Nowy Jork. Jak to się stało, że znalazłaś się za oceanem?

Stany nigdy mnie za bardzo nie fascynowały oprócz tego, że właśnie stąd pochodzi muzyka jazzowa. W pewnym momencie uznałam, że skoro mam rzetelnie wykonywać swój zawód i rozwinąć się w pełni jako wokalistka jazzowa, przydałoby się zobaczyć, jak wygląda to tutaj na miejscu. Chciałam też poprawić swój akcent. Przede wszystkim na wyjeździe zaważyły więc względy edukacyjne. Do Stanów

wyjechałam w 2010 roku z pianista jazzowym Kubą Cichockim, który jest obecnie moim mężem. Udało nam się ostatecznie znaleźć niedrogie uczelnie, które gwarantowały dobry poziom merytoryczny. Tak trafiłam do Queens College of Music. Wcześniej mieliśmy już przyznane stypendia w Berklee College of Music w Bostonie, ale nawet ze stypendiami jest to dość droga, komercyjna uczelnia, tak więc ostatecznie zdecydowaliśmy się na Nowy Jork.

Tuż po skończeniu studiów w 2014 roku nagrałaś swój debiutancki i jak do tej pory jedyny album pt. The Maze, na którym znalazły się zarówno twoje autorskie kompozycje jak i standardy jazzowe.

Tak. To moje jedyne dotychczasowe wydawnictwo, chociaż muszę zdradzić, że od dłuższego czasu pracuję już nad kolejną płytą. Jest prawie skończona, ale powstawanie płyty to czasochłonny proces, tym bardziej że od trzech lat jesteśmy szczęśliwymi rodzicami. Nowa płyta będzie w dużym stopniu muzyczną kontynuacją tego co znalazło się na płycie The Maze, gdyż nagrywamy ją również w kwintecie, praktycznie w tym samym składzie, a jedyna różnica będzie taka, że skrzypce zostaną zastąpione altówką. Wierzę, że płyta ukaże się na rynku jeszcze w tym roku. Tym razem znajdą się na niej jedynie autorskie kompozycje, w większości moje, ale też i Kuby, a wspaniale teksty napisały Rose Ellis i Jeannine Dominy. Nie ukrywam, że bardzo jestem podekscytowana, że już wkrótce będę mogła przedstawić ją światu.

Skąd tytuł pierwszej płyty? Maze w wolnym tłumaczeniu oznacza labirynt.

Myślę, że tytuł stanowi dobre odzwierciedlenie muzycznej drogi jaką do tamtego momentu przeszłam w życiu. Dobrze obrazuje moje poszukiwania różnorodnych inspiracji i eksplorację wielu muzycznych gatunków, z których ostatecznie powstał mój muzyczny świat.

Czy wydanie płyty oceniasz jako swój największy do tej pory sukces w karierze? Pytam również dlatego, że została ona również nominowana do Fryderyków, co dla każdego artysty z pewnością jest dużą nobilitacją.

To prawda. Na pewno jest to duża satysfakcja, kiedy pojawia się nominacja do najważniejszej nagrody przemysłu muzycznego w Polsce. Oprócz tego, że moja twórczość została dostrzeżona i doceniona, jest to niewątpliwie również najbardziej mierzalny sukces. Wtedy wydawało mi się, że wszystko zmierza w dobrym

kierunku, ale później wydarzyło się kilka innych rzeczy, między innymi pandemia, która bardzo opóźniła realizacje moich muzycznych planów. Wierzę, że pojawienie się mojej nowej płyty na rynku zostanie dobrze odebrane przez środowisko muzyczne. Tym bardziej, że jako artystka czuję się bardziej dojrzała niż ponad dekadę temu.

Jakie wokalistki jazzowe stanowią dla Ciebie największą inspirację?

Swoją pracę magisterską napisałam na temat twórczości Elli Fitzgerald i Kurta Ellinga, gdyż wtedy to byli moi muzyczni i wokalni herosi. Na muzyce Elli praktycznie się wychowałam, a Kurtem jestem zafascynowana od wielu lat. Był okres, kiedy słuchałam praktycznie tylko jego. Oczywiście jest również wielu innych twórców, którzy mnie inspirują, jak chociażby Bobby McFerrin, czy też Dianne Reeves. Uwielbiam również słuchać muzyki instrumentalnej, z czego też czerpię bardzo wiele inspiracji, zwłaszcza w ostatnich latach. Mam tutaj na myśli takich twórców jak chociażby Miguel Zenon czy Tigran Hamasyan. Interesuje się również samą kompozycją czy też aranżacją utworów, a ich muzyka to majstersztyk pod tym względem.

Czym dla Ciebie jest w ogóle jazz?

To trudne pytanie, bo jazz jest bardzo pojemnym pojęciem. Wiele osób kojarzy jazz wyłącznie z dawną odmianą, czyli ze swingiem, a dla mnie jazz jest muzyką, która daje pole do eksperymentowania i wykorzystuje do tego specyficzny język jazzowy, czyli harmonię i rytm. W oparciu o tradycję staram się tworzyć coś nowego z wykorzystaniem również współczesnych gatunków muzycznych czy różnorodnych rozwiązań artystycznych. W jazzie podoba mi się to, że nie jest jednoznaczny, gdyż może kierować się w stronę muzyki klasycznej, popowej czy soulowej. I chociaż nie zamyka twórcy w ramach jednego gatunku muzycznego, to ciągle jednak przy tym pozostaje jazzem. Uwielbiam to, że jazz pozostawia olbrzymie pole do własnej ekspresji, co nie znaczy, że nie doceniam bardziej mainstreamowego jazzu – na takie koncerty również bardzo chętnie chodzę.

Spełniasz się w życiu również jako nauczycielka muzyki.

Tak. Od lat uczę śpiewu, gry na pianinie i na skrzypcach. Nauczam w szkole na Manhattanie, ale też prywatnie. Uczyłam już osoby w każdym wieku – od 3 lat, do około 80+. Nauczanie potrafi być bardzo inspirujące.

Dużo koncertujesz?

Tych występów przed pandemią było całkiem sporo. Miałam na przykład swój cykl koncertów w duecie w Terraza 7 gdzie do współpracy zapraszałam wspaniałych muzyków, m.in. Louisa Perdomo czy Manuela Valere. Koncertowałam na różnych festiwalach, w klubach, z których część już nie istnieje. Podróżowałam też z muzyką do takich krajów jak Izrael czy Łotwa. Teraz między innymi z uwagi na dziecko tych występów jest tymczasowo mniej, ale moja działalność sceniczna nie zanikła. Wzięłam między innymi udział w festiwalu JazzWahi gdzie zaprezentowaliśmy program inspirowany polską muzyką ludową, graliśmy m.in. w słynnym Blues Alley w Waszyngtonie, a za chwilę już trzeci raz będę częścią kadry w jazzowych warsztatach w Chodzieży w Polsce. Niekiedy dołączam do innych zespołów, ale najczęściej koncertuję w duecie z mężem. Miałam również okazję kilkakrotnie wystąpić dla Polonii, między innymi w Konsulacie RP na Manhattanie podczas festiwalu Chopin i Przyjaciele. Śpiewałam także w Centrum podczas koncertu kolęd dla seniorów z klubu Krakus, co bardzo mile wspominam. Cieszę się, że teraz będę miała okazję zaprezentować się po raz kolejny.

Zdradzisz jakieś szczegóły występu?

Jeszcze je dopracowujemy. Trwają rozmowy co do składu i utworów jakie zagramy tego dnia. Ponieważ na PrzedMajówce pojawią się artyści z różnych muzycznych kręgów, to na pewno postaramy się do tego dostosować z naszym repertuarem, chociaż na pewno będzie to koncert jazzowy. Z pewnością też wystąpię razem z mężem.

Jakie masz pozamuzyczne zainteresowania?

Lubię podróżować, czytać książki, szczególnie kryminały, a także piec ciasta. Kiedy byłam nastolatką wiele czasu spędzałam z moją babcią, która była świetną kucharką, robiła wspaniałe wypieki i zaszczepiła we mnie tę pasję. Moim popisowym ciastem jest tarta cytrynowa z bezą. W wolnych chwilach lubię też zwiedzać muzea, szczególnie MoMa.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Marcin Żurawicz