Rozmowa z wokalistką Dagmarą Czechurą, znaną pod pseudonimem artystycznym jako Dagga.

Muzyka jest powietrzem

Jak do tego doszło, że zainteresowałaś się w życiu muzyką?

Można powiedzieć, że od zawsze była dla mnie czymś naturalnym. Nie dlatego, że dorastałam w muzycznej rodzinie, wręcz przeciwnie, gdyż nie było w niej osób związanych z muzyką zawodowo. A jednak już od najmłodszych lat czułam, że dźwięk jest moim językiem. Od zawsze emocje wyrażałam łatwiej poprzez melodie niż wypowiedzi. Miałam i nadal mam w sobie ogromną wrażliwość i to ona prowadziła mnie w stronę śpiewu. Pierwsze nagrania powstały gdy miałam trzy lata, i dziś widzę, że nie był to przypadek, lecz potrzeba. Muzyka stała się dla mnie przestrzenią, w której mogłam być w pełni sobą, porządkować uczucia i nadawać im sens. Ta droga nie zawsze była łatwa, musiałam o nią walczyć i podejmować świadome decyzje, ale od początku wiedziałam, że to jest właśnie to, co chcę i muszę robić.

Prawie każdy artysta ma taki moment w życiu, który determinuje jego przyszłość.

Dla mnie takim przełomem było spotkanie z wybitnym aktorem i pedagogiem, Arturem Barcisiem, podczas Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki Literackiej Reflektor w Koszalinie, gdzie zdobyłam I miejsce. Miałam wtedy piętnaście lat i stałam przed ważnym wyborem – nie wiedziałam, czy iść dalej w stronę muzyki, czy bardziej skupić się na aktorstwie. Pan Artur podszedł do tego z dużym spokojem i dystansem. Powiedział mi, że życie samo wytyczy właściwą drogę i że jeśli coś jest mi naprawdę przeznaczone, to i tak do mnie wróci. Tak właśnie się stało. Muzyka pozostała dla mnie najważniejsza, jednak dzięki aktorskiemu wykształceniu każde śpiewane słowo ma dla mnie ogromne znaczenie. Każda piosenka jest historią, którą nie tylko wykonuję, ale przede wszystkim opowiadam – starając się, by dotarła do słuchaczy jak najbardziej autentycznie.

Odebrałaś staranne wykształcenie i to nie tylko muzyczne.

Tak. Już jako dziecko przez wiele lat uczęszczałam w moim rodzinnym Tarnobrzegu do domu kultury na zajęcia taneczne, wokalne i teatralne. Jak miałam 15 lat dostałam się do Studia Wokalistyki Estradowej przy Akademii Muzycznej im. K. Szymanowskiego w Katowicach, gdzie miałam zajęcia między innymi z Katarzyną Cerekwicką i Beatą Bednarz. Po 3 latach nauki otrzymałam dyplom zawodowy certyfikowanego wokalisty. Później przez rok byłam w szkole aktorskiej Jana i Haliny Machulskich w Warszawie, a następnie rozpoczęłam studia licencjackie w Akademii Muzycznej w Katowicach na kierunku musical i choreografia. Po otrzymaniu licencjatu zadecydowałam, że magistra chciałabym zrobić z lingwistyki stosowanej i ukończyłam ten kierunek na Uniwersytecie Warszawskim.

Twoja wspomniana droga zawodowa to nieustanny rozwój związany z uczestniczeniem w wielu konkursach wokalnych i koncertach.

Tych konkursów i występów było naprawdę sporo. Trudno nawet wymienić je wszystkie. Od małego jeździłam po festiwalach organizowanych w całej Polsce, tak więc wygranych i wyróżnień trochę się przez lata nagromadziło. Byłam między innymi laureatką studenckiego festiwalu piosenki w Krakowie, a także wielu innych konkursów piosenki poetyckiej i autorskiej. Nagrody to jedno, ale mi osobiście bardzo dużo dała późniejsza współpraca z ludźmi, których właśnie wtedy poznałam. Gdyż to przecież ludzie są najważniejsi. Jedną ze spotkanych wtedy wyjątkowych osób był nieżyjący już Roman Kołakowski, który zasłynął w Polsce ze wspaniałych tłumaczeń tekstów piosenek Toma Waitsa, Bertolta Brechta czy Nicka Cave’a. Zaprosił mnie później do uczestnictwa w swoim muzycznym projekcie. To niesamowite przeżycie, kiedy jesteś w liceum i masz kontakt z osobami, które są dla ciebie dużym muzycznym autorytetem.

Chociaż swoją przygodę muzyczną rozpoczynałaś od piosenki aktorskiej, to jednak w dorosłym życiu skierowałaś się ku muzyce pop.

Zawsze interesowała mnie po prostu dobra muzyka – niezależnie od gatunku. Jako pięcioletnie dziecko uwielbiałam Shakirę, która była wtedy niezwykle popularna. Moi bracia zabraniali mi oglądać jej teledysków, co oczywiście tylko podsycało moją ciekawość – wiadomo, zakazane smakuje najbardziej. Równolegle wychowywałam się na muzyce Bobby’ego McFerrina, a mój gust kształtowało i nadal kształtuje wielu bardzo różnych artystów. Z polskich

wykonawców ogromne znaczenie miała dla mnie Aga Zaryan. Dostałam od sprzedawcy sklepu muzycznego w prezencie jej płytę Umiera piękno, która bardzo mocno wpłynęła na moją wrażliwość muzyczną. Coraz bardziej wciągał mnie wtedy jazz i piosenka aktorska i w tych klimatach pozostałam aż do około dwudziestego pierwszego roku życia. W drugiej edycji programu X Factor wykonałam utwór Björk – sam występ miał mocno teatralny i dość nieoczywisty charakter, co spotkało się z bardzo dobrym odbiorem. Kilka lat później dostałam się również do międzynarodowego talent show w Hiszpanii – Aim2Fame, którego ideą było stworzenie damsko-męskiej grupy wokalnej. Ostatecznie powstał zespół męski, a mnie zaproponowano kontrakt solowy. To właśnie wtedy naturalnie skierowałam się w stronę popu oraz muzyki rozrywkowej i ta droga trwa do dziś. Jednocześnie bardzo cenię swoje wcześniejsze, bardziej poetyckie doświadczenia. Dzięki nim zyskałam dużą wrażliwość na słowo i narrację, a także świadomość, że muzyka – niezależnie od formy – może być głęboka, poruszająca i prawdziwa.

 

Twój pseudonim muzyczny też nie pojawił się od razu.

Początkowo występowałam pod własnym imieniem i nazwiskiem – Dagmara Czechura – tworząc muzykę o bardziej jazzowym i poetyckim charakterze. Wraz z otwarciem się na pop i elektronikę zdecydowałam się na nowy pseudonim artystyczny – Dagga. Nazwa wywodzi się od wcześniejszego przezwiska Daga, do którego dodałam drugie „g”, kierując się symetrią i zamiłowaniem do nieparzystych liczb.

 

A czym dla Ciebie w ogóle jest muzyka oprócz samego zjawiska towarzyszącego Ci od dziecka?

 

Muzyka jest dla mnie powietrzem – naturalną częścią życia. Moi najbliżsi doskonale wiedzą, że czasami nie kontroluję tego że śpiewam, ale oni mają darmowe koncerty 24/7. Melodie pojawiają się w mojej głowie nieustannie, zapisuję je na dyktafonie, a później przekładam na utwory dla siebie i innych artystów. Tworzę ich tak dużo, że nigdy nie byłabym w stanie wydać wszystkiego sama, dlatego czuję się zaszczycona, mogąc współpracować z artystami i realizując projekty na całym świecie, m.in. na rynki amerykańskie, europejskie i ostatnio azjatyckie. Równolegle spełniam się jako edukatorka, prowadząc zajęcia wokalne. Nauczanie i dzielenie się muzyką daje mi ogromną satysfakcję i jest ważnym elementem mojej artystycznej drogi.

 

Występ we wspomnianym wcześniej programie X Factor był dla Ciebie przełomowym momentem w karierze?

Nie tyle przełomem, co zupełnie nowym doświadczeniem – przede wszystkim dlatego, że nagle znalazłam się w telewizji. Zyskałam pierwszą rozpoznawalność, zwłaszcza w rodzinnym mieście, a wraz z nią pojawili się też pierwsi hejterzy, co jest w pewnym sensie wyznacznikiem popularności. Dziś podchodzę do tego zupełnie inaczej. Po programie rozpoczęłam działalność solową, publikując w sieci pierwsze single i teledyski. Od tego czasu konsekwentnie rozwijam karierę nie tylko w Polsce, ale też w Stanach Zjednoczonych – na Wschodnim Wybrzeżu i w Los Angeles – oraz w Anglii, gdzie współpracuję z wydawcą. Na stałe współpracuję również z wytwórniami w Holandii i Skandynawii. Od 2021 roku mieszkam w Nowym Jorku, co pozwala mi w pełni realizować swoją międzynarodową działalność artystyczną.

 

Jak spędzasz czas poza pracą i działalnością zawodową?

Kocham poznawać nowych ludzi, a Nowy Jork jest do tego idealnym miejscem. Każda spotkana osoba, zwłaszcza artysta, stanowi dla mnie inspirację – każdy ma swoją wyjątkową historię do opowiedzenia. Uwielbiam też odkrywać miejsca z dobrym jedzeniem i deserami. W metropolii jest ogrom wyjątkowych smaków, ale z sentymentem wracam do tych, na których się wychowałam, bo nic nie przebije polskiego sernika czy szarlotki!

Po raz kolejny wystąpisz w Centrum Polsko – Słowiańskim, gdzie na scenie pojawiałaś się nie tylko jako wokalistka, ale również prowadząca szereg imprez.

Uwielbiam być na scenie, a występy w Centrum zawsze są dla mnie wyjątkowe. Publiczność polonijna od pierwszego mojego występu jest niezwykła – wszyscy czujemy wspólną miłość do polskiej sztuki i kultury i doceniamy to, co mamy, bo nie jest tego tyle, co w Polsce. Do każdego występu podchodzę z całym sercem i staram się przygotowywać coś nowego, tak aby dostarczyć widzom to, co najważniejsze – prawdziwej rozrywki. Wydarzenia na Greenpoincie zawsze stają się niepowtarzalnym przeżyciem zarówno dla mnie, jak i dla publiczności.

 

Rozmawiał Marcin Żurawicz