ZŁÓŻ DONACJĘ NA STYPENDIA DLA ZDOLNEJ MŁODZIEŻY!

CLICK HERE

POMÓŻ CPS! ZŁÓŻ DONACJĘ!

CLICK HERE
02 THURSDAY WYDARZENIA

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER

22.11.21
Zebranie Sprawozdawcze Centrum Polsko-Słowiańskiego
Uprzejmie informujemy, że z powodu pandemii wirusa Covid-19, Roczne Zebranie Sprawozdawcze Centrum Polsko-Słowiańskiego wyznaczone na piątek, 10 grudnia, 2021 r. o godzinie 18-tej, odbędzie się na platformie Zoom®. więcej»


WIADOMOŚCI

10.15.2021

Jestem marzycielem...

Jakub Polaczyk to kompozytor, który do USA przyjechał w 2011 r. - po studiach w Krakowie, na stypendium w Carnegie Mellon. Na początku swojej amerykańskiej drogi mieszkał w Pittsburghu, potem przez rok w Kentucky. W Nowym Jorku jest już 5 lat – od 2015 r. Jakub wygrał tegoroczną American Prize in Composition 2020 utworem „Ojibbeway”. W rozmowie z „Echem Polonijnym” opowiada o tym, jak zaczęła się jego muzyczna kariera.

- Jak wygląda Twoje życie w pandemii, ostatnie Twoje projekty?

- Od maja stałem się też radiowcem. Prowadzę w Radiu WRKL „Postbachowskie Kawki” w każdą niedzielę 7pm(NY), 6pm (Chicago). Serdecznie zapraszam.

Program o muzyce klasycznej rozpoczynający się „Arią o kawie” J.S. Bacha. W czasie pandemii przeprowadziłem 40 rozmów z artystami „Quarantine Talks”. Zapraszam na kanał Youtube NYDAI:

https://www.youtube.com/channel/UC0eexGnZdFST8PF3XTp5T-ng

Ponadto w czasie pandemii współpraco-wałem dla Uniwersytetu Carnegie Mellon nad projektem z sonifikacją w technice kompozycji barokowej. Przetwarzałem m.in. informacje z informacji malware w muzykę klasyczną na utwory na harfę. Potem badania przedstawiałem na międzynarodowej konferencji AHFE i zostało to wydane przez wydawnictwo Springer. W 2020 w setną rocznicę urodzin Jana Pawła II napisałem też nowy utwór na głos i orkiestrę do tek-stu papieskiego, premiera odbyła się teraz we Lwowie w lipcu. Zapraszam do wysłuchania utworu: https://www.youtube.com/ watch?v=hS96ldF33mQ

Obecnie odbywa się też konferencja w Buenos Aires „Atemporanea”, w tym roku w formie online. Moja instalacja „Around the B-E-Es” jest tam prezentowana. Niedawno też nowe doświadczenie, pisałem muzykę do animacji na otwarcie Galerii Współczesnej IMO w Starym Sączu. Piękny obiekt który stanie się centrum sztuki współczesnej na Sądecczyźnie, gdzie się także wychowywałem.

- Skąd pochodzisz w Polsce i czy zamiłowanie do muzyki odziedziczyłeś po kimś z rodziny?

- Urodziłem się w Krakowie, ale dzieciństwo spędziłem z rodziną na sąddeczczyźnie. Tam zaczęła się moja przygoda z muzyką, chodziłem do szkoły muzycznej. Mój tata ukończył szkołę muzyczną I stopnia na fortepianie, na-wet też komponował na gitarze, fortepianie. Ja grałem właśnie na pianinie z domu ojca. Mój dziadek z Pienin tworzył pieśni i poezje. Często wracam do tych wierszy, podarował mi je przed śmiercią. Natomiast moja rodzina od strony mamy nie jest muzyczna, ale utalentowana malarsko i teatralnie. Moja mama też malowała, ja niestety nie posiadam tych umiejętności.

- Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką?

- Na początku, gdy mieszkaliśmy w Starym Sączu, jako dziecko usłyszałem utwór „Imagine” Lennona i nagrania polonezów Chopina w wykonaniu Adama Harasiewicza i prosiłem mamę o instrument. Gdy wreszcie dostałem gitarę i keyboard, to była wielka radość. Rzadko się z nimi rozstawałem. Mama zapisała mnie do ogniska muzyczne-go. Potem pojechaliśmy do Nowego Sącza, tam chodziłem do szkoły muzycznej I i II stopnia u pani Więcek i potem spędziłem 4 ważne lata u pani Mirek w klasie fortepianu. Początkowo nie wiedziałem, że w muzyce klasycznej dalej są kompozytorzy, myślałem, że wszyscy wymarli, dlatego moich dziecinnych improwizacji nie traktowałem poważ-nie. W Nowym Sączu był zorganizowany konkurs twórczy „Echo z dna serca” i dopiero jak miałem 18 lat, w klasie maturalnej napisałem pierwszy utwór na saksofon dla brata: Sonem J.P., który wygrał konkurs w 2002 r. Tak się zaczęło. To był mój debiut. Potem już systematycznie komponowałem, stało się to częścią mojego życia. Też pisałem dużo piosenek, poezji śpiewanej w Krakowie. Wtedy zorientowałem się, że zapisywanie ma sens, a nie tylko improwizowanie podczas ćwiczeń – by przekazać to innym. W Krakowie była ważna dla mnie profesor Rolanowska, której skończyłem II stopień. Poświęciła mi wiele czasu. Lekcje czasem trwały pół dnia, kilka razy w tygodniu. Uczyła długich płaszczyzn i dramaturgii. Po tylu latach kształcenia nie tylko pianistów klasycznych, jak m.in. Wacka Kisielewskiego, Andrzeja Zielińskiego, Krzysztofa Meyera, w sumie nie były to lekcje tylko fortepianu. Wiedziała, że będę zdawał na kompozycję, ale dużo wtedy się nauczyłem, jak myśleć o samej muzyce. Główna dewiza – być nauczycielem dla samego siebie. Czas z pedagogiem jest ograniczony, a jeśli sami umiemy być własnymi pedagogami, czyli mamy samokrytykę, mamy całe życie, by się uczyć 24 godziny na dobę. Tego też uczę moich uczniów. To jednak czasochłonny proces. Pamiętam też doskonale konsultacje profesora Stachowskiego, Bujarskiego czy Zygmunta Koniecznego przed rozpoczęciem profesjonalnych studiów kompozycji w klasie Marcela Chrzyńskiego na Akademii w Krakowie. Tak zaczynałem. 

Jak odnalazłeś się w Nowym Jorku, tak odmiennym przecież od Twoich rodzinnych stron w Polsce? I czy udaje Ci się utrzymywać z muzyki?

Nowy Jork nie był nigdy moim miejscem docelowym, przyznam, że nawet go unikałem. Miałem tutaj wielu kolegów artystów, niektórzy ze względu na finanse borykali się z problemami. Jednak przyjechałem ze względu na żonę. Dostała tutaj pracę jako architekt przy uniwersytecie. Dołączyłem do niej parę miesięcy później, przez agencję otrzymałem honorową wizę artystyczną, więc mogłem pracować, pomogli mi też państwo Stryjniakowie, którzy przyjęli mnie do konserwatorium, ale bez wsparcia Shell – mojej żony – nie udałoby nam się tutaj przetrwać trudnych początków w tym mieście. To wspaniałe miasto, gdzie można odnaleźć wszystkie współczesne kierunki sztuk. Bardzo je lubimy, z żoną chyba odwiedziliśmy wszystkie muzea. Jest ich naprawdę wiele. Odpowiadając jednak na pytanie, to z samego tworzenia sztuki nowej niestety nie utrzymam rodziny. Dużo gram, współpracowałem z baletami, zespołami muzyki nowej, teatrem, lubię poświęcać się także pedagogice, opracowuję cały czas inne twórcze metody, aby kształcić wyobraźnię muzyczną.

- W jakim miejscu na ziemi ładujesz swoje życiowe akumulatory?

- Nie mam jednego miejsca. Tam, gdzie woda i wiatr – czyli ruch. Lubię podróżować, podobnie jak czynię to w muzyce. Odświeża wyobraźnię wizualną, częste zmiany krajobrazu, kultur, inne spojrzenia na pewne kwestie życia – to niczym forma wariacji w muzyce. Zwłaszcza lubię te podróże muzyczne, często za jakimiś kompozytorami z przeszłości. Muszę tutaj zaznaczyć, że nie lubię siedzieć przy biurku i komponować, jak większość twórców. To nie dodaje mi energii. Głównie komponuję w ruchu: spacerując, chodząc, jadąc autem, metrem czy rowerem. Potem jedynie mozolnie to zapisuję, co już jest mniej przyjemne. Ale pamiętam zdanie, niestety już śp. profesora Pendereckiego, z jednej z lekcji, że ciągle musimy się „zmuszać”. Pomaga.

- Masz swoje ulubione miejsca w Nowym Jorku – jakie?

- Jest ich kilka, ale oczywiście pod względem muzycznym to Carnegie Hall, doświadczyłem tam wielu wzruszających chwil, nieraz płynęły mi łzy. Było mi też dane tam wystąpić i zaprezentować moje utwory parokrotnie. Jednak jeśli chodzi o miejsce sentymentalne, to Central Park, a zwłaszcza Strawberry Field, naprzeciwko Dakoty Johna Lennona. To było pierwsze miejsce, jakie odwiedziłem w Nowym Jorku jako turysta, znając je z fi l-mu „Imagine: John Lennon”. Rodzinnie natomiast bardzo lubimy odwiedzać Fire Island, gdzie był nasz ślub parę lat temu. Jeździmy tam teraz z synem Julianem.

- Jakie masz muzyczne marzenia, które jeszcze czekają na realizację?

- Mam zawsze wiele marzeń, bo jestem marzycielem, ale nie chcę ich kompletnie zdradzać. Nie lubię też mówić o utworach nienapisanych, pisanych obecnie, często wiele z tego się nieustannie zmienia. Myślę przeważnie o kilku utworach na raz, więc nie nudzę się z moją muzyką. Ale moim dużym marzeniem na pewno są większe formy muzyczne, aby było więcej możliwości. Zrealizować operę, oratorium – nigdy mi się to nie udało, mimo kilku prób. Bardzo chciałbym stworzyć też własne warsztaty dla kompozytorów amerykańskich w Polsce, by nawiązać więcej współpracy między tymi dwoma krajami, trochę działającymi niezależnie.

- Twoje Plany na przyszłość?

- Planuję nagranie płyty monograficznej, część utworów już jest nagrane. Głównie moje utwory powstałe w czasie „nowojorskiem”. Podpisałem w te wakacje też kontrakt z renomowanym wydawca nutowym Donemus w Holandii. Pracuję też nad paroma utworami. Teraz skończyłem 11 września na 20 rocznicę ataków WTC z 11 duet: „Kłębiny / Wihters”, który zostanie wykonany w Szczecinie w październiku.

Życzę powodzenia!
Rozmawiała Agnieszka Granatowska

wróć
CENSUS 2020
DFTA
PNA
KONSULAT
KOSCIUSZKO
UNIA
INSTYTUT PIŁSUDKIEGO
INSTYTUT KULTURY
CLARK
POLISH CULTURAL FOUNDATION
CENTRALA
POLISH AMERICAN CONGRESS
BROOKLYN
NYPD
NYC
CAROLYN B. MALONEY
CDC
ARTYŚCI WSPIERAJĄ CPS

PORADY PRAWNE w CPS

ECHO - JESIEŃ, 2021

KLIKNIJ TUTAJ