Mamy okazję rozmawiać po pierwszym koncercie Prime Prophecy w tym
roku, kiedy to zagraliście podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w
klubie Wisła w Garfield w New Jersey. W zgodnej opinii wielu osób z którymi
miałem okazję rozmawiać, nigdy nie brzmieliście lepiej niż obecnie.
Nie ukrywam, że cieszą mnie takie głosy. Myślę, że procentuje tutaj to, że w
zeszłym roku występowaliśmy naprawdę sporo. Nie spoczywamy jednak na
laurach, gdyż myślę, że możemy być jeszcze lepsi. A jeśli chodzi o samą WOŚP to
wspieramy ją od samego początku i gramy praktycznie co roku, bez względu na to
gdzie organizowany jest finał. To już dla nas również pewna tradycja.
Na początku roku imponujecie zarówno formą jak i sceniczną energią.
Energii do grania i występów nigdy nam nie brakowało i nadal nie brakuje. Inaczej
nie byłoby po co w ogóle wychodzić na scenę. Ważne jest również to, że od
dłuższego czasu gramy w tym samym składzie. Wszyscy jesteśmy zdrowi i gotowi
do tegorocznych wyzwań. Cały czas zgrywamy się, aby wypaść jak najlepiej
podczas kolejnych koncertów.
A tych w tym roku również brakować nie będzie.
Dokładnie. W wakacje planujemy znowu odwiedzić Polskę i tym razem będzie to
znacznie większy tour niż rok temu, gdyż na przełomie lipca i sierpnia zagramy
prawdopodobnie 5-6 koncertów. Z tej zeszłorocznej trasy wynieśliśmy wyłącznie
pozytywne wrażenia. Dla każdego artysty bardzo ważny jest kontakt z żywą
publicznością i energia jaka wtedy powstaje. Dla mnie niesamowite było to, że po
raz pierwszy przyjeżdża kapela ze Stanów i ludzie w pierwszych rzędach śpiewają
i znają słowa naszych kawałków. Po tej polskiej trasie wzrosło zainteresowanie
naszą twórczością w Polsce, co widzimy po statystykach w mediach
społecznościowych. Jesteśmy kapelą festiwalową i musimy się po prostu
pokazywać jak najwięcej. Dlatego też chcemy ponownie wystąpić na festiwalu
Pol’and’Rock, ale tym razem na dużej scenie. Aby tak się jednak stało musimy
wygrać Plebiscyt Publiczności Złoty Bączek. Na razie z kapel zagranicznych
jesteśmy na trzecim miejscu, a żeby się dostać musimy być pierwsi. Liczymy więc
również na głosy rodaków w Stanach. Ten plebiscyt jest wieloetapowy. Na
każdym z etapów można na nas zagłosować wchodząc na stronę
www.polandrockfestival.pl/o-festiwalu/zloty-baczek.
To wszystko jednak dopiero latem. A jakie są najbliższe plany muzyczne
zespołu?
Zamierzamy wydać singiel, który znajdzie się na naszej najnowszej płycie. Album
planujemy za dwa lata, ale przyjęliśmy obecnie strategię, że co jakiś czas
będziemy wydawać single promujące album, co oczywiście podyktowane jest
kwestiami marketingowymi, gdyż w ten sposób zwiększamy zainteresowanie
naszym końcowym dziełem. Pierwszy singiel ukaże się na rynku na początku
maja. W tej chwili rozpoczynamy prace nad teledyskiem do tego utworu. Mogę
zdradzić, że wystąpi w nim znany polski aktor, a sam klip będzie realizowany tutaj
w Stanach. Po raz pierwszy też planujemy użycie AI w naszej twórczości. Sam
jestem bardzo ciekaw końcowego efektu. Wszystko zostanie opublikowane w
mediach społecznościowych i na platformach streamingowych.
Będzie to już wasz czwarty studyjny album?
Tak. Naszym pierwszym albumem był wydany w 2006 roku “Perfection Finally
Has Its Price”. W 2011 roku na rynku ukazał się album “Dark Side of Heaven”, a
w 2023 roku powstał wspomniany już wcześniej “Borders of Infinity”. Na naszym
nowym albumie znajdą się wyłącznie nasze autorskie kompozycje z moimi
tekstami. Muzykę zawsze tworzymy wspólnie i jest ona dzieckiem całego zespołu.
Myślę, że naszą siłą od początku istnienia jest to, że jesteśmy jedną wielką rodziną
o wszyscy w zespole mamy takie same prawa. Nikt się nie wywyższa i pamiętamy
również tych członków formacji, których już z nami nie ma, gdyż oni też wiele
wnieśli do obecnego brzemienia zespołu.
Jeśli jesteśmy już przy historii to jesteś jedyną osobą, która jest w zespole od
samego początku.
To prawda. Zespół założyłem w 2003 roku wspólnie z gitarzystą Piotrem
Statkiewiczem, który odszedł od nas dwa lata temu. Po roku istnienia zespołu
przyszli do nas klawiszowiec Tomek Tworek i gitarzysta Konrad Ceremuga. A w
kolejnych latach pojawili się gitarzysta Darek Pakuła i perkusista Krzysiek
Niewiarowski, a ostatnio dołączył basista Andrzej Maziarz znany między innymi z
gry w zespołach Raggedy czy Wehikuł Czasu. Można więc powiedzieć, że trzon
zespołu jest niezmienny od wielu lat.
Jak najlepiej opisałbyś obecny styl zespołu?
Zakładając Prime Prophecy zamierzałem wykonywać gotycki, symfoniczny metal,
który ewoluował w stronę grania progresywnego. Tak więc na dziś gramy
symfoniczny, progresywny metal. Myślę, że to będzie najbardziej trafne
określenie.
Jesteś już na scenie od prawie ćwierćwiecza. Jak dajesz sobie radę fizycznie z
trudami występów na żywo, tym bardziej, że są one przecież bardzo
żywiołowe?
Pasja do śpiewania i muzyki jest tutaj decydująca. To wszystko jest dla mnie
naturalne. Jeden rodzi się mechanikiem, drugi ogrodnikiem, a trzeci artystą. Moim
zdaniem każdy ma swoje przeznaczenie. Ja od zawsze czułem, co chcę w życiu
robić i nigdy raczej nie przestanę. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby się
nie poddawać i wytrwać w swoich zamierzeniach. Wszelkie przeszkody trzeba
pokonywać, a nie omijać i nie zbaczać z raz obranej drogi. Wielu ludzi miało jakiś
tam talent, ale w pewnym momencie poddali się i potem nie byli w stanie już
wrócić na określony poziom. Dlatego trzeba też mieć zawsze jakiś punkt, do
którego chce się dotrzeć, chociaż tak naprawdę najważniejsza jest droga. Ja czuję,
że obecnie wszystko zmierza we właściwym kierunku i śpię spokojnie. Każdy w
zespole zna swoje zadania i jest tutaj, gdyż kocha to co robi. Każdemu życzę, aby
na swojej muzycznej drodze spotkał ludzi, z którymi można tworzyć piękne
rzeczy. Bo nawet mając pewna wizję samemu nie można wiele zdziałać. Trzeba
mieć wkoło siebie osoby, które w tę wizję uwierzą. Ja mogę powiedzieć, że
miałem to szczęście, gdyż takich ludzi udało mi się znaleźć. Każdy z chłopaków
ma swoją energię i potrafimy podtrzymać się wzajemnie na duchu jak są słabsze
chwile. A to również bardzo ważne.
Podobno ostatnio legendarny gitarzysta John Petrucci został waszym fanem.
Może to za dużo powiedziane, ale 20 grudnia był koncert w Dingbatz w Clifton w
New Jersey, ostatni w zeszłym roku jaki graliśmy i rzeczywiście do klubu zajrzał
John Petrucci. Powód był dość prozaiczny. Występował z nami zespół, w którym
jego żona gra na gitarze. On zazwyczaj nie pojawia się na jej występach, ale teraz
zajrzał do klubu. Pogadaliśmy, wypiliśmy drinka i wziął naszą płytę. John to
świetny gość i naprawę było bardzo sympatycznie.
Jestem pewien, że równie sympatycznie będzie na waszym koncercie na
PrzedMajówce w Centrum. Czego będzie można spodziewać się po waszym
występie?Zagramy nasz najlepszy dotychczasowy materiał, a dodatkowo będziemy chcieli
wykonać wspomniany pierwszy singiel z nowej płyty. Będzie to więc premierowe
wykonanie tego kawałka. A dodatkowo ze sceny popłynie na pewno wiele
pozytywnej energii i dużo metalowo – symfonicznej muzyki. Jako Prime Prophecy
jesteśmy zawsze bardzo szczęśliwi i zaszczyceni, kiedy możemy zagrać dla
Polonii, tym bardziej w Centrum Polsko Słowiańskim na Greenpoincie, gdzie
przecież zaprezentujemy się po raz kolejny.
Rozmawiał Marcin Żurawicz


