baner 2

CPS CAFETERIA - RESTAURANT

Monday-Friday: 12:00-7:30
Saturday: 11:00 do 5:00
Smacznego!

POMÓŻ CPS! ZŁÓŻ DONACJĘ!

CLICK HERE
20 SUNDAY WYDARZENIA

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER

DOŁĄCZ DO NAS

CLICK HERE
09.05.18
Pomnik Katyński: List Marszałka Senatu RP Stanisława Karczewskiego do Polonii
Szanowni Państwo Prezesi i Członkowie Polskich i Polonijnych Organizacji w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie więcej»


POLONIA

04.19.2018

Promuje polską kulturę przez sztukę

A. Granatowska. Fot. Marcin Kapron
Centrum Polsko-Słowiańskie od lat wspiera i pomaga polskim artystom, którzy chcą spełnić swoje marzenia w Nowym Jorku. Tym razem swoją pomocną dłoń wyciągnęło do młodej artystki – asi Sztencel – i za darmo udostępniło jej pomieszczenia, w których może tworzyć swoją sztukę. Działania naszej rodaczki wspierają również inne polonijne organizacje i indywidualni biznesmeni. Czytelnikom „Echa Polonijnego” Asia Sztencel opowiada o tym, jak zaczęła się jej przygoda ze sztuką i jak spełnia się jej „amerykański sen”.

- Zacznijmy od tego, jak zaczęła się Twoja przygoda ze sztuką?

- Moja przygoda ze sztuką zaczęła się bardzo wcześnie. Miałam szczęście mieć rodziców, którzy wspierali moją zabawę plastyką i pielęgnowali moje zainteresowania od dziecka. Pamiętam, że jako kilkulatka miałam w swoim pokoju ścianę za drzwiami, na której mogłam swobodnie rysować pisakami, a już jako 11-letnia dziewczynka miałam prywatne lekcje historii sztuki. Później było Liceum Plastyczne w Łodzi, gdzie obroniłam dyplom z Wystawiennictwa, przygoda z École Nationale Supérieure des BeauxArts w Paryżu, no i Akademia Sztuk Pięknych w Krakowie. W 2003 obroniłam dyplom w pracowni Drzeworytu Zbigniewa Lutomskiego, w tym czasie studiowałam również psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim jako drugi kierunek. Tego samego roku przyznano mi Twórcze Stypendium Prezydenta Miasta Krakowa. W Krakowie prowadziłam dwie galerie w Śródmiejskim Ośrodku Kultury, pracowałam też jako kuratorka dla galerii Schody w Warszawie.

- Jesteś absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jak to się stało, że znalazłaś się w Kalifornii, a następnie przeniosłaś się do Nowego Jorku?

- Bardzo podobało mi się moje życie w Polsce, miałam świetne grono przyjaciół, z którymi mam zresztą bliski kontakt do dziś, no i to malownicze miasto, w którym mieszkałam! Ale moja cała rodzina mieszkała już od lat w San Diego i kiedy pojechałam ich odwiedzić, zapadła decyzja o tym, abym została na dłużej. Pamiętam dobrze, że podejmując decyzję porównywałam swoje szanse pomiędzy Polską a USA. Jako absolwentka ASP, z głową pełną marzeń o karierze w zawodzie, poczułam, że tutaj wszystko jest możliwe i że tutaj może mi się udać. Myślę, że każdy emigrant na początku swojej drogi ma taki moment „of american dream”, to jest wspaniałe uczucie!

- Opowiedz czytelnikom „Echa Polonijnego”, jak toczyły się Twoje losy artystyczne w Kalifornii, zanim przejechałaś do NYC?

- W San Diego, gdzie mieszkałam, od razu zaangażowałam się w lokalną scenę artystyczną, która – muszę przyznać – była bardzo mała. Jedna z galerii w dzielnicy podobnej charakterystyką (nie skalą) do Chelsea zaproponowała mi wystawę indywidualną. Mogłam tam po raz pierwszy na amerykańskiej ziemi wystawić swoją grafikę. Nic jednak się nie sprzedało, a osoby prowadzące galerię oraz zwiedzający powtarzali mi, że moje prace bardziej pasują do sceny w Los Angeles. Po tej wystawie zaczęłam rozglądać się za pracą, chciałam uczyć sztuki. Ale w zamian zaczęły do mnie przychodzić prace związane bardziej z moim pierwszym wykształceniem. Pracowałam jako „drafter” w małym biurze architektonicznym, później znalazłam pracę w uroczym miasteczku Redlands jako architekt wnętrz. Moje wcześniejsze doświadczenia i wykształcenie pomogły mi znaleźć pracę w college’u, gdzie uczyłam na Wydziale Architektury Wnętrz.

Z czasem, w Kalifornii, pracowałam w dwóch college’ach: Westwood College oraz The Art Institute of North Hollywood. Przez ostatnie dwa lata mieszkałam w Santa Monica. Moje miejsce zamieszkania znajdowało się zaledwie 10 ulic od oceanu, byłam szczęśliwa, ale w pewnym momencie zaczęło mi brakować sztuki w życiu. I tak zrodził się w mojej głowie pomysł, aby spróbować spełnić swoje największe marzenie o karierze artystycznej. Nowy Jork wydawał się najlepszym miejscem, aby podjąć to wyzwanie. Postanowiłam wrócić na studia i po dwóch latach obroniłam dyplom na Queens College, CUNY, gdzie studiowałam Social Practice Art. 

- Czym dokładnie zajmujesz się jako artystka, w jakiej technice wykonujesz swoje prace?

Okres studiów był dla mnie bardzo odkrywczym procesem, połączyłam tam swoją pasję do aktywizmu z miłością do sztuki i tak po dyplomie wiedziałam dokładnie, co chcę robić. Tematem moich prac stało się doświadczenie bycia emigrantem głównie w odniesieniu do pamięci pejzażów. Przeprowadziłam się na Greenpoint. Był to rok 2012, zaraz przed falą gentryfikacji. Wszyscy moi polscy znajomi dziwili się, że chcę mieszkać w Małej Polsce. Bardzo mi się podobało to, że mogłam kupić praktycznie wszystkie polskie produkty (które nawet stały się bohaterami jednego z moich projektów) i tanio zjeść obiad jak u mamy w Pyzie czy w Łomżyniance.

- Co Cię tak naprawdę pociąga w NYC? 

- Najbardziej w Nowym Jorku podoba mi się różna specyficzna charakterystyka dzielnic, która pokazuje tożsamość danej kultury. Wolność, którą tutaj daje się każdej wspólnocie emigrantów po to, aby swobodnie kultywowała tradycje swojego kraju. Dzięki temu przybysze z innych krajów mogą czuć się swojsko w nowej ojczyźnie, ale także outsiderzy owych kultur mają szanse poznać specyficzne potrawy, zwyczaje odległych dla nich krajów. Kiedy na przykład mieszkałam podczas studiów na Flushing, często odwiedzałam miejscowe sklepy kupując produkty z ciekawości, w ciemno, nie wiedząc do końca jak smakują. To była taka zabawa w poznawanie innej kultury. Pasjonuję się tożsamością innych kultur, a jednocześnie z radością zapraszam swoich niepolskich znajomych na Greenpoint, dzieląc się z nimi dobrami naszej polskiej kultury. 

- Gdzie w Wielkim Jabłku realizujesz się artystycznie?

Tworzę i mieszkam na Greenpoincie, tutaj również wystawiam często swoje prace i głównie tutaj organizuję artystyczne warsztaty dla polskich emigrantów i ich dzieci. Każdy z moich projektów artystycznych jest dedykowany polskim emigrantom lub skierowany do ich dzieci i z tej właśnie interakcji rodzi się inspiracja dla mojej sztuki. Pierwszą wystawę na Greenpoincie miałam w polskiej bibliotece, zaproszona przez Izabelę Barry wystawiałam tam serię polskich pejzaży. Bardzo spodobało mi się wtedy dzielenie się moimi pracami z przypadkowym widzem. Uważam, że sztuka powinna być dostępna w miejscach publicznych, dostępnych dla każdego. Galerie są odwiedzane głównie przez artystów i ludzi ze świata sztuki, muzea są często płatne i nie każdy ma czas lub ochotę tam chodzić. Dlatego moje prace można zobaczyć w takich miejscach jak polskie agencje, Christina’s Restaurant, Pyza, Northside Bakery, Apteka Markowa, Peter Pan Donut & Pastry Shop, Awakening, Kurier Plus, Riviera, Kwiaciarni Paradise, Vine Box Wines, Bulbap Grill (w byłym budynku Łomżynianki). Podczas swojej wystawy w czerwcu wyświetlałam również video mural z polskimi pejzażami na budynku Polka Dot.

Oczywiście przez te lata miałam też wiele wystaw grupowych i indywidualnych w różnych innych miejscach w Nowym Jorku, aby wymienić kilka: w One Art Space Gallery w Tribeca, w Tenri Cultural Center na Manhattanie, w The Hollows na Bedford Avenue, czy ostatnio w Peninsula Art Space na Red Hook, gdzie wystawiłam dwa obrazy przedstawiające naszą rodzinną Krówkę oraz Reese's Peanut Butter candy.

- Jakie polonijne instytucje wspierają Cię w działaniach na rynku artystycznym?

Moje działania artystyczne są szeroko wspierane przez wszystkie polskie instytucje, za co jestem ogromnie wdzięczna. Zaczynając od Polish Slavic Center, poprzez Polish & Slavic Federal Credit Union, Kurier Plus, Polish Cultural Institute NYC, Polski Konsulat w NYC, Kościuszko Foundation, Pulaski Association of Business and Profesional Men, Inc. Przy organizacji warsztatów dla dzieci mogę zawsze liczyć na wsparcie biznesów z Greenpointu. Zawsze spotykam się z miłym odbiorem i chęcią wsparcia takich działań od miejsc i właścicieli takich biznesów jak: Arthur’s Funeral Home, Peter Pan Donut & Pastry Shop, Riviera, Northside Bakery, Apteka Markowa, Awakening, Kurier Plus, Vine Box Wines, Citi Bank, Nooklyn. Mam nadzieję, że o nikim nie zapomniałam.

- Jakie masz artystyczne plany na najbliższy rok?

W tym roku szykuję się do następnej Rezydencji Artystycznej w Santa Monica w Kalifornii. Będzie to bardzo interesujące doświadczenie dla mnie, aby wyjść z moim przekazem nie tylko poza granice Greenpointu, jak zrobiłam to w Peninsula Gallery, ale na drugi koniec kontynentu. To jest zawsze miłe artystyczne wyzwanie dla mnie jak promować polską kulturę oraz jak przełożyć doświadczenia polskich emigrantów na język neutralny i wspólny dla wszystkich emigrantów w Ameryce, może nawet na świecie.

- Gdybyś spotkała złotą rybkę, która spełniłaby Twoje życzenia, o co byś ją poprosiła?

- Moim najbliższym życzeniem jest mieszkać jednocześnie w LA i w NYC. Nowy Jork mnie inspiruje, tutaj jestem bardziej nastawiona na działanie w terenie, interakcję z moją społecznością. Drugim jest następny krok w mojej karierze, znalezienie galerii, która będzie mnie reprezentować. Jako aktywistka, poprosiłabym również, aby Kongres Stanów Zjednoczonych przyjął Reformę Imigracyjną przewidującą legalizację nieudokumentowanych imigrantów przybyłych do Stanów Zjednoczonych jako dzieci, aby mogły spełniać marzenia swoich rodziców i własne w naszym kraju.

- Gdzie regenerujesz siły do twórczego działania, jakie masz magiczne miejsce, w którym czerpiesz pomysły do artystycznego działania?

- Inspirują mnie miejsca, ludzie, wydarzenia. Ale to w Kalifornii zawsze ładuję swoje baterie i tam czuję wolność i spokój chwili, wielkie przestrzenie i rozlegle pejzaże mnie wyciszają. Czas płynie wolniej i tam jest mi łatwiej koncentrować się na przekładaniu swoich przemyśleń na język plastyczny. 

- Czy w dzisiejszych czasach nastawionych na komercję trudno jest odnaleźć się artyście? 

- Myślę, że dzisiaj jest o wiele łatwiej artyście się odnaleźć. Social media pomagają nam w professional networking oraz w nawiązaniu dialogu z naszą publicznością. Świat sztuki był zawsze bardziej komercyjny w NYC niż w Polsce, lecz można tu też znaleźć wiele miejsc i instytucji skierowanych na kolaborację czy pomoc artystom. Nowy Jork jest różnorodny, co mi się bardzo w nim podoba. Ja wierzę w to, że jeśli ma się szczery przekaz w swojej sztuce i wierzy się w swoje marzenia, znajdzie się tutaj miejsce i publiczność, która nawiąże z nami dialog w każdej formie sztuki.

- Życzę powodzenia i dziękuje za rozmowę.

wróć
DFTA
KONSULAT
KOSCIUSZKO
UNIA
INSTYTUT PIŁSUDKIEGO
INSTYTUT KULTURY
CLARK
POLISH CULTURAL FOUNDATION
CENTRALA
POLISH AMERICAN CONGRESS
BROOKLYN
NYPD

 
 
 
 
KLIKNIJ TUTAJ
pełny HTML | wersja mobilna